List Izy – wspomnienia po Intensywnym Programie Terapeutycznym dla Osób Niepłynnie Mówiących (Wisła, sierpień 2010)

Moje życie mogę podzielić na dwie narracje. Pierwsza dotyczy okresu, gdy jąkanie było opatrzone zmową milczenia, swoistym tabu - zarówno w środowisku szkolnym jak i domowym. Druga rozpoczyna się w momencie, gdy podczas studiów decyduję się temat jąkania zgłębić, podejmując tym samym szereg aktywności na tym polu.

Nauczyciel w pierwszej klasie szkoły podstawowej opisał mnie moim rodzicom słowami: „spokojna, nieśmiała, podporządkowująca się, mało aktywna”. To nie był przypadek, że to małe dziecko za parę lat doświadczy potwornej frustracji - w szkole, rodzinie, w kręgu znajomych. Jąkanie odkąd pamiętam było słowem, które powodowało we mnie poczucie winy, oznaczało coś społecznie wypartego, chorobę. Dlatego też w okresie dorastania opanowałam sztukę ukrywania jąkania do takiego stopnia, że udawało mi się nie jąkać w zauważalny sposób praktycznie wcale. Nie jąkałam się, bo najczęściej nie mówiłam. I w ten sposób zapracowałam sobie na miano miłej, sympatycznej, spokojnej i nieco zamkniętej dziewczyny. W tej samej Izie mieszkała też osoba, która bywała otwarta, krnąbrna, zbuntowana, niepokorna. Dysonans ten pracował, niczym uśpiony wulkan z gorącą lawą wewnątrz, który w każdej chwili mógł wybuchnąć i który czasem niespodziewanie wybuchał. I wcale nie przynosiło to ulgi – przeciwnie, niepokój i złość narastały...

Na pierwszy wysiłek w celu „zrobienia czegokolwiek” z jąkaniem zdobyłam się w liceum. Całe pół roku co tydzień spotykałam się z logopedą aby ćwiczyć mowę. Nasza współpraca zakończyła się, gdy terapeutka na podstawie kolejnych 45 minut spędzonych w przyjaznym gabinecie stwierdziła, że już się nie jąkam. Mijały kolejne lata, kolejne szczeble edukacji, a jąkanie wciąż mi towarzyszyło – codziennie karmione lękiem, strachem i złością na cały świat.

Przez cały ten czas chowałam w sobie wewnętrzne pragnienie, aby podjąć terapię, poznać kogoś, kto będzie wiedział „co robić”. Intuicja podpowiadała mi, że świat jest przecież piękniejszy i bardziej wartościowy niż ten z demonami jąkania. Ten jasny świat opisywałam w wierszach, opowiadaniach czy komponowanej przez siebie muzyce.

Podczas studiów podjęłam kolejny wysiłek w celu pozbycia się mojego balastu. Nie był to już gabinet logopedy. Zdobyłam się na odwagę i pojechałam do Lublina na Ogólnopolski Zjazd Osób Jąkających się. Pojechałam pełna nadziei, ale też niepokoju i lęku. Potrzeba spotkania innych osób jąkających się była jednak silniejsza. Naładowana dobrą energią po powrocie zaczęłam uczęszczać na spotkania Klubu J w Katowicach. Z tych spotkań czerpałam bardzo dużo. Były one jak kubeł zimnej wody, rześkiej i pachnącej... Wtedy na jednym ze spotkań, podczas dyskusji o terapiach, usłyszałam o autorskiej metodzie dra Mieczysława Chęćka . Kolejnym krokiem był telefon do Specjalistycznego Centrum Terapii Jąkania, a następnie wizyta diagnostyczna. Z radością, że nareszcie trafiłam w dobre ręce, kontynuowałam terapię. Spotkania budowały we mnie wiarę, że z jąkaniem można całkiem fajnie żyć. Zwieńczeniem pracy terapeutycznej był turnus w Wiśle, stanowiący swoisty detoks od świata „zewnętrznego”, którym byłam już zmęczona. To tam pierwszy raz kontakt z drugim człowiekiem odarty był z lęku i wstydu wynikającego z usilnych prób ukrycia jąkania. Doświadczenia lekkości bytu, serdeczności, uważności na człowieka zapamiętam na bardzo długo. Dopełnieniem tego niezwykłego czasu byli nieustannie czuwający nad nami terapeuci, przypominający konsekwentnie, jak kluczowe jest stosowanie się do zasad terapii. Pomyślałam sobie wtedy, że jeśli dam radę być w terapii przez te intensywne 12 dni, dam sobie radę podczas reszty mojego życia. Będę mieć narzędzia, które wyjmę z kieszeni wtedy, gdy tylko będą mi one potrzebne.

Terapia zapoczątkowała istotną zmianę mojej mowy. Jąkanie uległo dużemu zmniejszeniu, ponadto wzrosła moja sprawczość w sytuacji, gdy napotykam blok. Tak jak wspomniałam, mam świadomość, że posiadam narzędzia, aby mówić płynnie w różnych sytuacjach społecznych.

Drugą zmianą, z perspektywy czasu najważniejszą, jest znaczące odczulenie się na jąkanie. Liczne zadania terapeutyczne, w tym te ukierunkowane na kontakt z niejąkającymi się osobami z zewnątrz, każdego dnia coraz mocniej budowały akceptację mojej - z pewnością mogę dziś powiedzieć - CECHY, jaką jest jąkanie.

Dziś, gdy mija właśnie 7. rok od zakończenia terapii, z całkowitym przekonaniem mogę stwierdzić, że była ona dla mnie swoistą kanwą do dalszej pracy nad mową. Chcę też dodać, że praca nad jąkaniem obejmuje pracę nad całym sobą. I tylko takie podejście gwarantuje znaczącą poprawę jakości życia – nawet z jąkaniem! W moim przypadku jest to nieustanna praca nad rozwojem osobistym, odkrywanie talentów, czy praca na rzecz społeczności osób jąkających się w Katowicach (Klub J oraz Klub Ludzi Mówiących).

Czasami jest tak, że cel zmienia się pod wpływem doświadczeń, jakie spotykamy w życiu. Kiedyś chciałam przestać się jąkać. Obecnie wiem, że nie posiadam tej magicznej różdżki. Chcę doświadczać piękna świata, pomimo tego, że czasem złapie mnie jeszcze blok, albo powtórzę jakąś sylabę. Wiem, że jest to w zasięgu mojej ręki!

 

Chętnie odpowiem na wszelkie pytania: Iza, nr tel. 691 223 848, mail Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. 

Najnowsze informacje

logo nowe1

Zmodyfikowana Psychofizjologiczna Terapia Jąkania

ul. Kubsza 31, I piętro
44-300 Wodzisław Śląski
Polska

Skontaktuj się

Komórka: +48 605 855 058
Stacjonarny: +48 32 415 22 23
E-mail: mcheciek@op.pl

Rejestracja wyłącznie drogą telefoniczną lub mailową

Poniedziałek - Czwartek:
17:30 - 19:30